Mama dobrze gotowała, choć robi to coraz gorzej nadal lubię jej kuchnię.
Był wieczór zimowej, chłodnej nocy.
W powietrzu unosił się gwar rozmów.
Alka!!!
Tak mamo? - w oczach pojawiły się łzy.
Kto kurwa coś przypalił?!!!
Nie wiem mamuś - lekko skuliła się, jakby chroniąc się przed niewidzialnym ciosem.
Mówiłam, żebyś pilnowała tego sosu!!! - chwyciła przypalony garnek i rzuciła córce pod nogi.
Mamo, ale...
Nie kłam!!! Przecież widzę, że kłamiesz!!! - uniosła rękę i uderzyła dziewczynkę w policzek. Cios był silny. Przewróciła się i uderzyła głową o piec.
Ala mimo 11 lat waży 27 kilo i sięga do klamki.
Wypierdalaj i to już!!!
Ale po co mamo? - zaczęła łkać
Wypierdalaj Kurwo!!!! Bez pieczarek nie wracaj!!!
Ale mamusiu... - błagała.
Chwyciła Alę za rękę i wyciągnęła na klatkę schodową.
Spierdalaj pizdo i kup pieczarki!!
Ale nie mam mamusiu pieniędzy,,,
A co mnie to kurwa obchodzi?! Potrafiłaś spierdolić sos, to teraz masz przynieść pieczarki! Zawsze możesz zarobić na dupie!
Wyszła zasmarkana na ulicę, wiedziała, że powrót nie jest możliwy.
Bała się.
Spacerowała, a łzy same ciekły, choć starała się je powstrzymać.
"Jak zwykle spierdoliłaś wszystko. Popatrz kurwo, matka Cię nie kocha, bo ciebie nie można Kochać!! Jestem pojebana i nic nie potrafię, jestem dziwką, pojebanym bachorem. Jestem niczym. Dobrze mi tak... Nie zasługuję na nic!!!" - sama łajała siebie za to, co przecież nie było jej winą, a paznokcie wbijała w skórę.
Kochanie nie jest Ci zimno?
Obróciła głowę i ujrzała starszą kobietę.
Nie Proszę Pani - uśmiechnęła się i z całych sił starała się, aby głos jej nie drżał.
Nie boisz się tak w nocy chodzić sama?
Nie, Lubię tak sobie pospacerować, lepiej mi się później śpi.
Rozumiem – spojrzała lekko zatroskanym wzrokiem.
Dobranoc Pani.
Dobranoc Kochanie, uważaj na siebie.
Ich drogi się rozeszły. Ala już nie potrafiła ukryć łez i bólu.
Taki akt czułości w tę zimną i ciemną noc, czułość...
Znalazła kartony i budkę z lodami, za którą było trochę miejsca.
Położyła kartony na stercie, usiadła na nich, a tymi, które zostały przykryła się.
Chciała stać się niewidzialna.
W głowie ciągle pojawiały się różne scenariusze: od morderstwa, przez gwałt do śmierci z zimna.
Nie mogła usnąć.
Gdy zaczęło świtać nie czuła już stóp i rąk, a całe ciało już nie drżało.
Wstała i ostatkami sił poszła. Pchał ją do tego instynkt przetrwania.
Ala!!
Ala!! - to Sandra i Marek, uśmiechnęła się.
Nic więcej nie pamięta, straciła przytomność.
Do dziś nie wie, co się wydarzyło tamtej nocy po moim wyjściu. Jedynie może się domyślać. Może jednak matkę ruszyło sumienie.
„Choć to dziwne nadal lubię pieczarki.”
Meble, które posiadaliśmy to: jedna szafa, stolik pod telewizor, ława, biurko, narożnik, i chyba materace oraz szafki w kuchni i kufer w pokoju gościnnym.
Było nas w domy: 2 osoby dorosłe i 4 dzieci, więc brakowało miejsca.
Postanowiłam, że jakoś zagospodaruję swoją przestrzeń (wcale nie była moja i czułam to, ale lubiłam mówić "mój pokój", nie czułam się wtedy taka... bezpańska).
Pozbierałam kartony i zbudowałam szafki z nich, zamykane były na guzik i kilka centymetrów wełny, wisiały na włóczce i gwoździu.
Takie meble mają jedną wadę: nadają się tylko na bardzo lekkie przedmioty.
Często z Gabi przynosiłyśmy zwierzaki do domu i zwykle ja zostawałam na klatce schodowej, a ona jakoś udobruchała mamę, a ta ojca. Któregoś dnia przyniosłyśmy mieszańca, który przypominał owczarka niemieckiego i nazwaliśmy go Bingo.
Był pocieszny, gdy się zamiatało szczekał i biegał za miotłą.
Któregoś dnia zniknął...
Ojciec powiedział, że uciekł.
Jakiś rok po tym zdarzeniu matka powiedziała, że ojciec go powiesił na smyczy na drzwiach od pokoju gościnnego, teraz nazywa się to salon, a u nas był to tak po prostu "duży pokój", ale nawet gdyby ktoś po kilku głębszych do niego wszedł nie powiedziałby: "Jaki piękny salon".
Coś wystawało z ziemi i matka powiedziała, że to ucho... wyglądało jak ucho Binga...
Zakopał go w piwnicy.
„Wtedy jej uwierzyłam i całym sercem przez kilka dni nienawidziłam ojca, ale teraz już wiem, że to raczej nie jest możliwe żeby zakopał go w piwnicy. Wydaje mi się, że mógł go zabić, ale w piwnicy zakopać”...
Nie potrafi się z nim rozstać pokłócona, chwyta za telefon i wybieta numer.
- Jedziesz już?
- Tak, ale nie jestem daleko?
- Aha...
- Ale mogę wrócić jak chcesz?
- Nie! Wracaj do domu, wyśpij się - jej głos brzmi gniewnie, jakby był jej wrogiem, a nie przyjacielem.
- Poczekaj chwilę - rozłączył się.
Otworzyła drzwi i nerwowo się do siebie uśmiechają.
Jedyne czego nie można mu zrobić to jej dotknąć, bo ona obawia się tej czułości, zawsze bała się, że będzie "miękka".
- Herbaty?
- Chętnie - uśmiecha się, chce przełamać ten mur, który wciąż na nowo buduje między nimi.
- Zimno, co? - początek zupełnie banalny, jakby byli sobie obcy. Trudno jest rozmawiać o tym, co boli.
- Chyba jakieś - 20 st. C
- Zrobię Ci rozgrzewającą, ale fusiastą. Może być?
- Tak.
Niezręczne milczenie
- Bo widzisz... ja nie rozumiem tego wszystkiego...
- Czego?
- Nie rozumiem, że przez tyle czasu mówiłeś o zaręczynach, a teraz nie chcesz, bo warunki polityczno-materialno-społeczne są nie takie jakbyć chciał! - niemalże krzyczy.
- Przecież wiesz o co mi chodzi...
- Dobra to powiedz mi po co kupowałeś ten pierścionek w sierpniu, wtedy byłeś pewien, a teraz już nie? - musi zrobić pauzę, bo jeszcze chwila, a się odsłoni.
- Ja bym chciał mieć pewność, że nie robię tego, bo wszyscy mnie naciskają. Przecież wiesz, że wszyscy robią mi ciśnienie. Ostatno rozmawiałem z mamą...
- I co?
- Nie powiem bo ty zaraz wyciągniesz daleko idące wnioski...
- No jak zwykle nie skończysz!
- Pamiętasz mówiłem Ci o tych znajomych, którzy ostatnio u nas byli. Ich córka jest teraz z takim gościem, co dom buduje i wszyscy zgodnie twierdzą, że on jest cudowny, a ten jej poprzedni Paweł to by nigdy tego nie zrobił. Tylko, że ona zdradziła Pawła z kimś z pracy i dlatego on od niej odszedł i ja uważam, że zachowała się jak suka...
- Ja też tak myślę, skoro zdradziła.
- No właśnie, ale u mnie w domu wszyscy twierdzą, że to jego wina...
- No coś ty?!
- No tak. I właśnie o to chodzi, bo oni za wszystko winią osobę, która powiedziałą mu, że go zdradziła. Jak coś się nie układa to zwykle winę ponosi facet, bo się mniej starał. I ja nie chcę być tym dupkiem.
- Ale ja nie powiedziałam, że jesteś...
- Ale czy ty uważasz, że naprawdę jest dobry czas na decyzje i zakładanie rodziny?
- Nie! Nie w sumie to nie, po co mamy wogóle się zaręczać-żyjmy sobie tak na kocią łapę! Tylko bez żadnych kontaktów cielesnych! - wzbierały w niej łzy.
- Oczywiście teraz będziesz wyolbrzymiać moje słowa. Ty jesteś taka patetyczna. I taka skrajna, używasz wielkich słów.
- Tak jeszcze powiedz mi jak mam przeżywać miłość, ok-świetnie!
- Ja tego nie mówię.
- Poza tym uważam, że mnie nie szanujesz jako kobiety.
- Przecież ja mówiłem tak ogólnie...
- Ja nie mówię o tych twoich wypowiedziach przy "Testosteronie", ale powiedziałeś kiedyś coś, co się ewidentnie do mnie odnosiło.
- Bo ja czasem tak gadam...
- A ja jak mówię, to znaczy, że tak myślę...
- Ale co ja takiego powiedziałem?
- Powiedziałeś, że ja się czasem tak zachowuję, że ludzie mnie nie szanują.
- Widzisz i widać, że nie jesteśmy przyjaciólmi, bo nie można być szczerym...
- Szczerym?! Nie no OK, tylko ja raczej nie mogę być z kimś, kto uważa, że jestem tanią dziwką!
- I używasz takich sformułowań... Przecież gdybym tak uważał to nie bylibyśmy razem...
- A czy ty mi wogóle mówisz, że mnie kochasz? Nie nie mówisz.
- Bo ja taki nie jestem. Jak będziemy sobie tak codziennie mówić...
- To spowszednieje nam to słowo, tak? Przepraszam, że się wciełam, dokończ.
- Ja uważam, że tak się mówi przy jakiś większych okazjach. Ja nie jestem takim facetem, który będzie Ci tak mówił, bi nie mam takiego charakteru.
- Super! Powiesz mi to przed ołtarzem, a raczej nie powiesz, bo nigdy nie będzie idealnych warunków, żeby wziąć ślub, więc może na jakiś czas dajmy sobie spokój?
- No taki amerykański sposób rozwiązywanie konfliktów...
- Nie rozwiązywania, ale zastanowienia się nad tym wszystkim. Wiesz zastanawiałam się nad tym, czy mogłabym cię zostawić i dochodzę do zaskakujących wniosków... Nie mogłabym, to ty musiałbyś zostawić mnie. Ale ty tego nie zrobisz, nie dlatego, że mnie kochasz, ale dlatego, że tak jest wygodnie, z przyzwyczajenie. Tak to czuję.
- Ty stawiasz tak sprawy... W Polsce tak się nie rozwiązuje problemów...
- Tak to fakt, w Polsce ludzie dają sobie po razie, wyzywają się lub się pieprzą, którą opcję wybierasz?! A możę połaczymy te wszystkie?
- Kochanie... co jest?
- Nic... - schowała twarz, a z jej oczu popłynęły ogromne łzy.
- Ejj...
- Coś mi wpadło do oka i teraz mi łzawią.
- Nie wierzę.
- No jak komuś coś wpadnie, to oczy łzawią!
- Pokaż...
- Już nic nie ma, wypadło - popatrzyła na niego oczami, w których trudno wyczytać cokolwiek, zasnute były chmurami,a na ustach uśmiech, który miał wyglądać na szczery.
Patrzyli tak na siebie i czytali w sobie ból, choć żadne nie chciało się do niego przyznać.
- Jesteś zmęczony?
- Nie.
- Powinieneś już iść, bo musisz się wyspać.
- No.
Wstali, wyciągną do niej rękę, ale odunęła się. Dotyk czuły wywołać mógłby łzy, na które nie mogła sobie pozwolić.
- Trzeba być twardym. - Uśmiechnęła się, jakby chciała samą siebie przekonać, że to prawda, że tak jest lepiej.
- Nie lubię jak tak mówisz. - Zbliżył się, ale mu umknęła, a oczy jej zaszkliły się powoli napełniając się łzami.
Zamknęła oczy i uśmiechała się nadal. Powtarzała sobie w myślach: "Nie wolno ci płakać. Nie bądź miękka. Nie wolno ci płakać. Nie bądź dzieckiem". Powoli się opanowała, gdy otworzyła oczy stał odwrócony plecami, więc podeszła, żeby go pocieszyć. Kochała go niewątpliwie i nie lubiła kiedy był smutny.
Zaczęła gładzić go po plecach, a w tym dotyku była cała jej miłość i czułość, jakby chciała przeprosić, być plastrem na jego sercu. Odwrócił się, oczy miał czerwone.
- Czemu myślisz, że Cię nie kocham?
- Ja nie... - głos się załamał. Rozpłakała się całą sobą, płakała każda cząstka jej duszy i ciała. Przed oczami miała tych wszystkich, którzy odmówili jej miłości. Już nie potrafiła ukryć tego, co boli. Jednak wciąż sobie w głowie powtarzała "Mnie nie można kochać" Czuła jak jej wewnętrzne dziecko znów maleje i znika. Schodzi gdzieś w ciemność, z której przez jakiś czas nie będzie mogło wyjść. "Mnie nie można kochać, ja muszę na miłość zasłużyć". Wciąż w kółko powtarzała sobie, aż się uspokoiła.
- Przepraszam.
- Za co?
- Przepraszam, że jeste, taka i że cię zatrzymuję. Powinieneś już dawno być w domu.- uśmiechnęła się.
- Kochanie...
- Już jest OK - ponowiła uśmiech.
Przytulił ją mocno, a ona wzdychała, jakby miała na swoich barkach ciężar, którego nie potrafi unieść.
Rękoczyny w stosunku do dzieci i do siebie nawzajem były jak chleb powszedni, więc często trzeba było sprzątać pobojowisko po bitwie. Ta niewątpliwa nieprzyjemność należała do latorośli.
Kiedy do walki używane są wszystkie akcesoria kuchenne i meble to jest wiele bałaganu...
W takich sytuacjach trzeba często wymieniać zastawę lub kupić taką, która się nie tłucze albo zostawić wszystko i jeść prosto z poobijanych garnków.
Ale nawet arkopag nie dawał rady przy naszej mamie, która pobiła wszystko z wściekłości na ojca, a sama nie była bez skazy, bo zwykle awanturowała się w stanie wskazującym... a sprzątanie zakrzepłej krwi jest bardzo obrzydliwe...
„Do czego mogę porównać to, co sprzątałyśmy ze starszą siostrą z podłogi? To przypominało wątróbkę lub jakąś obrzydliwą maź. Często zbierało mi się na wymioty, Gabi kilka razy zdarzyło się zwymiotować. Pamiętam, że musiałyśmy robić to gołymi rękami, mama nie dawała nam nigdy rękawiczek, a sama nie sprzątnęła tego, bo jak twierdziła, była zbyt wrażliwa na takie rzeczy i zbyt zmęczona użeraniem się z naszym ojcem”
Za każdym razem kiedy rodzice się kłócili, albo nas bili prosiłam Pana, aby uspokoił całą sytuację.
"Panie Boże obiecuję, że będę się codziennie modlić i chodzić do kościoła, ale proszę niech oni przestaną się kłócić. Proszę, żebyśmy mogli już iść spać. Naprawdę będę robić same dobre rzeczy, ale proszę..."
Płakałam przy tym bardzo. Płakałam, ponieważ się bałam i chciałam, żeby Bóg mnie usłyszał i słyszał...
Teraz już wiem, że moje wielkie słowa nie wpływały na to, czy Bóg reagował, ponieważ On kocha wszystkich i robi to, co dla nas najlepsze, więc zapadała upragniona cisza... A On wiedział, że kolejny raz nie dotrzymam danego Mu słowa, ale i tak mi pomagał, bo nie był w stanie patrzeć obojętnie na cierpienie niewinnych osób.
On zawsze słucha i pomaga, ale musimy pamiętać, że nie zawsze nasze rozwiązania są dobre. My nie mamy takiego doświadczenia, wiedzy i perspektywy czasowej jak On.
„Tak pamiętam... wiele razy błagałam o śmierć, śmierć w wyniku pobicia przez rodziców, oczywiście tak tego nie nazywałam. Oni bili tak, że nie można było od tego umrzeć - teraz to wiem, ale długo bolało i było widać. Sama bałam się zabić, jeszcze wtedy się bałam, ale w pewnym momencie już miałam tak bardzo dość, że zaczęłam próbować”...
Jestem nadal rozbita, nadal zdarzają się chwile, kiedy już nie chcę żyć, ale zawsze po burzy wychodzi słońce.
Pamiętam zapach pieczonego ciasta, ryby i pasty do podłogi. Były to wyjątkowe święta, ponieważ na stole gościło dużo potraw, wydaje mi się, że było ich 8 albo nawet 10. Wiem, wiem tradycja mówi o 12, ale i tak szczytem marzeń było TYLE jedzenia na naszym stole.
Cała nasza czwórka uwijała się przy porządkach, Sandra była jeszcze mała, ale pomagała ile tylko mogła. Najwięcej obowiązków, jak to zwykle bywa, miała najstarsza, czyli u nas Gabrysia.
Mama szykowała wszystko w kuchni, a ja mogłam zmielić mak. Byłam taka dumna, że tak odpowiedzialne zadanie spoczęło na moich barkach.
Gdzie był ojciec?
Nie pamiętam, żeby cokolwiek pomagał, ale na samej wigilii niestety lekko pijana, co i tak jak na niego było niezwykłym wyczynem, zazwyczaj był zalany w trupa (przepraszam za kolokwializm, ale on najbardziej oddaje jego codzienne stany).
Jednak było wyjątkowo sympatycznie i tak... domowo, jak nigdy wcześniej i później.
Gdy zasiedliśmy do stołu i połamaliśmy się opłatkiem pomyślałam, że byłoby rewelacyjnie, gdyby ta chwila trwałam jak najdłużej, ale nie trwała. Bóg nie wysłuchał mnie tym razem, chociaż słuchał mnie bardzo często...
„Do dnia dzisiejszego tak mi tęskno do tamtych świąt, a właściwie do tej jednej Wigilii, która była idealna - taką ją pamiętam. Czułam jak ciepło potraw i ten wyjątkowy czas przepełnia nasz dom miłością i wewnętrznym ciepłem, pięknem. Te kilka godzin stało się moją tęsknotą i pociechą w chwilach burzy.”
Miałam wtedy 7 lat, były to moje pierwsze, a zarazem ostatnie tak piękne święta...